Dlaczego komisy kupują na licytacjach
Auto z licytacji komorniczej bywa kupione poniżej ceny rynkowej, bo sprzedaż odbywa się w trybie egzekucji, a nie na rynku detalicznym. Komis nie płaci marży salonu ani pośrednika, a pozycje wracają w nowych obwieszczeniach co tydzień. To powtarzalne źródło towaru, które uzupełnia skup od klientów i aukcje poleasingowe.
Ma to też cenę. Sprzedaż w egzekucji odbywa się bez rękojmi za wady, oględziny nie zawsze są możliwe, a konkurencja zna te same ogłoszenia. Dlatego komis, który traktuje licytacje jako loterię, zwykle na nich traci, a ten, który ma procedurę, zyskuje stabilną marżę.
Z czego składa się koszt auta z licytacji
Marżę liczysz dopiero po wszystkich wydatkach, a nie po cenie przybicia. Najczęściej pomijane są koszty, które pojawiają się po wygranej: przechowanie do odbioru, transport i czas pracy mechanika.
Przykład na przyjętych założeniach: auto oszacowane na 40 000 zł startuje od 30 000 zł. Przybicie na 34 000 zł, transport 600 zł, przegląd i opony 1 400 zł, naprawa blacharki 2 000 zł dają koszt 38 000 zł. Przy cenie sprzedaży 43 000 zł zostaje 5 000 zł przed podatkiem, a od tej kwoty trzeba jeszcze odjąć koszt zamrożonego kapitału przez kilka tygodni stania na placu.
- cena przybicia z postąpieniami po pięć procent ceny wywołania
- przechowanie do odbioru zgodnie z obwieszczeniem
- laweta albo dojazd kierowcy
- przegląd, płyny, opony, akumulator
- naprawy ujawnione po odbiorze
- badanie techniczne, ubezpieczenie i rejestracja
- koszt kapitału do dnia sprzedaży
Ile aut trzeba przejrzeć, żeby kupić jedno
W praktyce większość pozycji odpada na etapie obwieszczenia: brak numeru VIN, niejasny stan, auto stoi daleko, cena wywołania jest za bliska rynkowej. Komis, który potrzebuje kilku aut miesięcznie, przegląda kilkanaście do kilkudziesięciu ogłoszeń na jedną udaną ofertę. Dokładna liczba zależy od segmentu, ale zasada jest stała: wartość ma szybkość selekcji, nie liczba ofert.
Przy ręcznym przeglądaniu portali komorników, urzędów skarbowych i syndyków ten etap zjada więcej czasu niż samo licytowanie. Dlatego handlarze ustawiają wąskie alerty: marka, segment, region, w którym mogą odebrać auto w jeden dzień, i górna cena wywołania.
Jak ustalić górną granicę oferty
Granicę wyznacz przed licytacją, nie w jej trakcie. Weź cenę, za którą realnie sprzedasz auto w twoim komisie (nie cenę z ogłoszeń, które wiszą od trzech miesięcy), odejmij wszystkie koszty z listy i docelową marżę. Wynik to maksymalna cena przybicia. Powyżej niej wychodzisz z licytacji, nawet jeśli brakuje do niej jednego postąpienia.
Drugie terminy działają na korzyść kupującego tylko wtedy, gdy ktoś nie podbije ceny ponad próg. Pozycje, które wracają z połową oszacowania, przyciągają wszystkich, więc margines bywa mniejszy niż na pierwszym terminie. Tę rozbieżność widać dopiero po kilku zamkniętych licytacjach, dlatego warto zapisywać wyniki.
Co sprawdzić w aucie, którego nie możesz obejrzeć
Jeśli obwieszczenie nie podaje oględzin, opierasz się na dokumentach i danych z numeru VIN. Sprawdź historię pojazdu, liczbę właścicieli, przebieg w kolejnych przeglądach i dane o szkodach. Zwróć uwagę na braki w obwieszczeniu: brak kluczyków lub dowodu rejestracyjnego podnosi koszt i wydłuża odbiór.
Zasada praktyczna: bez oględzin licytujesz tylko pozycje, w których margines przewyższa najgorszą spodziewaną naprawę. Jeśli margines wynosi 3 000 zł, a wymiana skrzyni biegów kosztowałaby kilkanaście tysięcy, nie wchodzisz. Szczegółową listę kontrolną znajdziesz w artykule o tym, jak sprawdzić auto z licytacji przed zakupem.
Zapas, ubezpieczenie i obrót
Auto kupione na licytacji jest zamrożonym kapitałem do dnia sprzedaży, a stoi na placu komisu, czyli podlega ryzyku kradzieży, uszkodzenia i gradu. Komis, który buduje zapas z kilku licytacji miesięcznie, powinien porównać ubezpieczenie firmy przez brokera razem z ubezpieczeniem zapasu, zamiast dokupywać polisy pojedynczo na każde auto.
Ustal też zasadę obrotu: ile dni auto może stać, zanim obniżysz cenę, i które pozycje idą od razu do sprzedaży w hurcie. Każdy dzień postoju zmniejsza marżę, a komis z pełnym placem nie ma miejsca na nowe okazje.
Najczęstsze błędy komisów na licytacjach
Pierwszy błąd to licytowanie bez zapisanej granicy. Przy postąpieniach po pięć procent ceny wywołania cena rośnie szybciej, niż się wydaje, a w ferworze łatwo przekroczyć próg, przy którym marża znika. Drugi to ocena po zdjęciach: karoseria wygląda dobrze, a o stanie silnika, skrzyni i zawieszenia zdjęcia nic nie mówią.
Trzeci błąd to ignorowanie logistyki. Auto na placu w drugim końcu kraju wymaga lawety i dnia pracy kierowcy, a przechowanie po przybiciu też kosztuje. Czwarty to brak statystyk. Komis, który nie zapisuje, ile zapłacił, ile wydał na naprawy i za ile sprzedał, po pół roku nie wie, które segmenty i regiony przynoszą marżę.
Piąty to kupowanie wszystkiego, co tanie. Auto z cenami części, które trudno zdobyć, albo z rzadkim silnikiem potrafi stać na placu miesiącami. Dobry komis kupuje modele, które zna i które sprzedają się w jego okolicy.
Jak zacząć, jeśli komis dopiero testuje licytacje
Zacznij od jednego segmentu i jednego regionu, w którym łatwo odebrać auto. Przez miesiąc tylko obserwuj: zapisuj ceny wywołania, ceny przybicia i terminy pozycji, które cię interesują, nawet jeśli nie licytujesz. Po kilku tygodniach zobaczysz, jak daleko od ceny wywołania kończą się licytacje w twoim segmencie.
Dopiero wtedy wpłać pierwszą rękojmię, na aucie, które możesz obejrzeć i którego naprawy znasz z własnego warsztatu. Rękojmia wraca, jeśli przegrasz, a jeśli wygrasz, jest zaliczana na poczet ceny. Po pierwszych dwóch lub trzech zakupach masz własne dane do ustalenia progu ofert.
Jak Ruchome skraca drogę od ogłoszenia do oferty
Ruchome zbiera obwieszczenia komorników, urzędów skarbowych, syndyków i aukcje poleasingowe w jednej wyszukiwarce. Ustawiasz alert na markę, region i cenę, a po publikacji pasującej pozycji dostajesz wiadomość z kartą: cena wywołania, rękojmia, termin, miejsce oględzin i link do obwieszczenia.
Marżę dla konkretnej oferty liczysz w kalkulatorze licytacji, a wyniki zapisujesz w panelu. Licytujesz sam u organizatora, my znajdujemy ogłoszenie i liczymy opłacalność. Plan Handel jest zbudowany dla komisów i handlarzy, a pełny opis stron dla firm znajdziesz w dziale Dla firm.